Zaloguj się Załóż konto Zaloguj poprzez Facebooka
 »  eBielsko.pl  »  Wydarzenia  »  Informacje z miasta  »  Felietony
Prawo własności – rzecz święta!
Marcin 2011.11.30 | Bielsko-Biała
Prawo własności – rzecz święta!

Każdy z nas, porządnych obywateli tego kraju, żyje w przeświadczeniu, że co jak co , ale własność a dokładnie prawo własności, jest podstawowym prawem obywatela zapisanym w ustawie zasadniczej. Owo przeświadczenie graniczące z pewnością, jest nam „wpajane” od samego początku naszej egzystencji w tym jakże dobrze skrojonym ustroju społecznym w jakim przyszło nam żyć.

Czy aby na pewno owo przeświadczenie jest prawdziwe ?

Otóż już około 2008 roku, obowiązywać zaczęła bardzo ciekawa ustawa o bardzo ciekawej nazwie „o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych”. Umożliwia ona realizację inwestycji związanej z drogami publicznymi w zasadzie bez prawa głosu ze strony prywatnych właścicieli gruntów. Niezależnie bowiem od działań właściciela, po wydaniu przez urząd zgody, właściciel może się jedynie spakować i oddać wszystko to co na jego własnym gruncie jest. Urząd nie musi już się prosić o sprzedaż, negocjować cen, spotykać się z tymi „niedobrymi” właścicielami – bierze co chce po cenach „urzędowych”.

Tak tak, brzmi to trochę jak zasada prawna minionej epoki. Trudno dać wiarę, że taki właśnie akt prawny powstał w naszym kochanym kraju, ba został nawet sprawdzony przez Trybunał Konstytucyjny, oczywiście z wynikiem pozytywnym.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, zachęcam do lektury tego 18 stronicowego dzieła (Dz.U. 2008, nr.193, poz 1194), naprawdę warto.

Co natomiast ustawodawca zapisał w tym ważnym akcie ? Cóż, czytając poszczególne zapisy można odnieść wrażenie iż wszystko w tym kraju wymaga ochrony, z wyjątkiem niedobrych właścicieli prywatnych. Ostatecznym wzbiciem się na wyżyny intelektualne ustawodawcy, jest zapewnienie ochrony działkowców. Odszkodowanie dla tej grupy społecznej, zapisane w tejże wspaniałej ustawie, przewiduje chociażby nasady, które w trudzie i znoju ów działkowiec poczynił. Ustawa wymienia bardzo dokładnie kolejne grupy bądź po prostu firmy. Jest w niej mowa o terenach wojskowych i kolejowych, ale także o terenach rolniczych czy terenach należących do spółek skarbu Państwa.

W tak szczególnym i dokładnym podejściu do konkretnych typów właścicieli, brak jest miejsca na szczególną ochronę właścicieli prywatnych. W ich sprawie kolejność działań jest następująca: najpierw decyzja a potem wycena, choć ustawa nie wskazuje nawet sposobu owej wyceny, trybu negocjacyjnego, odwoławczego... po prostu nic. Trochę to tak jakby sprzedać samochód po nieustalonej cenie, a następnie czekać na jego kalkulację cenową dokonywaną przez brata kupującego. Coś mi się wydaje że poziom takiej wyceny, nie będzie nas satysfakcjonował, ale cóż możemy zrobić? Samochód jest już przecież sprzedany…

Zaskakujące jest natomiast to, że zarówno odwołanie jak i sprzeciw właścicieli gruntów nie wstrzymuje całej inwestycji. Decyzja pozwolenia na realizację inwestycji z automatu dokonuje podziału działek i zmianę ich właściciela, bez jakichkolwiek konsultacji. Dodając do tego nowe przepisy dotyczące trybów powiadamiania obywatela o decyzjach administracyjnych, przypomnę że chodzi o dwukrotne wysłanie listu tzw. Awizo, które dwukrotnie nieodebrane uznawane jest jako doręczone, rodzi bardzo ciekawy obraz rzeczywistego prawa własności w naszym kochanym kraju.

Ktoś może pomyśleć, iż ustawa dotyczy jedynie inwestycji bardzo ważnych z punktu widzenia życia społecznego, np. takich które można określić jako „uzasadnione społecznie”. I tu również ustawodawca dość dobitnie wskazuje iż ustawa dotyczy ogólnie dróg publicznych a na czas jej obowiązywania tracą nawet ważność niektóre zapisy ustaw o krajowym funduszu drogowym oraz ustawy o autostradach płatnych.

No i teraz pytanie: dlaczego piszę o tym na eBielsko.pl? Z prostego powodu. Inwestycja oparta o zapisy tej ustawy właśnie wchodzi w etap realizacji. Inwestycja ta kryje się pod kryptonimem „nowobierna”, ulica „nowobierna”.

Można by rzec, iż na naszych oczach powstaje nowy organ decyzyjny. Jest grupa skłóconych właścicieli, którzy nie mogą się dogadać w sprawie własnych gruntów. Utrzymują więc przez lata Status Quo. Jedni blokują przejazdy przez swoje działki, drudzy uważają że przejazd im się „należy”, jeszcze inni udostępniają przejazd ale narzekają jak pod oknami przejedzie im 20 tonowy TIR. I nagle wchodzi ustawa, ta słynna ustawa w której zasadność inwestycji nie podlega negocjacjom, targom czy analizom. Ta „sprytniejsza” część skłóconej grupy, wystosowuje pismo w którym stwierdza: „nie mamy dostępu do drogi publicznej”, załączając wskazanie którędy mogła by ona przebiegać. Oczywiście wskazanie traktuje grunty drugiej części grupy jak pole orne, które można w każdej chwili zmienić w betonowy plac, natomiast w żaden sposób nie dotyka nawet własności ich samych. Lokalny Zarząd Dróg wykonuje projekt, uzasadnia i opisuje potrzebę, a lokalny Urząd wydaje decyzje. Decyzja ta jakby na to nie patrzeć, rozwiązuje problemy owej grupy, gdyż jest decyzją administracyjną w zasadzie nie podlegającą negocjacjom.

Tak to działa i działać jeszcze będzie dość długo. Każdego z nas, spotkać może taki właśnie tryb działania władz, które przecież utrzymujemy, płacąc podatki. Szczególną uwagę powinny rodzic w nas samych jakiekolwiek plany wyjazdowe, na okres dłuższy niż 4 miesiące. Może się okazać po powrocie, że w skrzynce leżą dwa listy awizo, a zamiast naszego ogródka jest pas drogowy, którym przejeżdżający właśnie sąsiad, „życzliwie” puści do nas oko.

Podsumowując tą administracyjną sielankę, osobiście odnoszę wrażenie, że tego typu regulacje prawne, tworzone są właśnie dla tych „sprytniejszych inaczej”. Jak można bowiem określić kraj, który pozwala na tak daleko idącą ingerencje w podstawowe prawa każdego obywatela ? Czy można decyzją administracyjną decydować czyje rację są słuszne a czyje nie? I wreszcie jak można „zaspakajać potrzeby” jednej grupy, kosztem drugiej ?

Tych pytań nie zadał sobie ani Lokalny Zarząd Dróg, ani lokalny Urząd. Nie zadał sobie nawet trudu by zaproponować właścicielom cokolwiek, przedstawić plany inwestycyjne i potrzeby. Po co ? Przecież nie ma o czym rozmawiać. Ot klasyczna „buta” rodem z lat 70-tych.

 


Komentarze  Komentarze (wszystkich: 0)
 [komentuj] 
  Dodaj komentarz
Brak komentarzy
Autor publikacji  Autor publikacji 
Użytkownik:Marcin
Marcin
Z Nami: 3000 dni
Status: Administrator
Publikacji: 175

Komentarze  Zobacz także 

2011 © mydot.pl       Od Redakcji       O Portalu       Regulamin       Kontakt